Zonk w Belgii cz. 1

flag-1040530_960_720

źródło: https://pixabay.com/pl/flaga-kraj-belgia-1040530/

 

Do Belgii przyjechałam 22 września 2010r. Przez te ponad 5 lat część rzeczy, która mnie tutaj zaskoczyła/zdziwiła dziś jest tak normalna i wtapia się w życie codzienne jak psia kupa zimą na polskim chodniku 🙂

Ale, do rzeczy!

1/ Jazda komunikacją miejską. Może nie tyle sama jazda, bo przecież ta – sama w sobie – jeździ całkiem normalnie, jak w innych państwach. Ale, nie zdziw się, przybyszu odwiedzający Belgię, kiedy stoisz sobie na przystanku, widzisz nadjeżdżający zgodnie z rozkładem autobus czy tramwaj, a on… po prostu cię mija i jedzie dalej. A może chcesz wysiadać i stoisz sobie przy drzwiach, a kierowca nic – jedzie dalej, w poważaniu mając twoją chęć opuszczenia tego, jakże zacnego, środka komunikacji?

Cóż, jeżeli czekasz na autobus/tramwaj/metro i widzisz, że to właściwe, którym pragniesz dojechać do celu się zbliża – machnij ręką. Zupełnie jakbyś łapał stopa. W ten właśnie sposób sygnalizujesz chęć skorzystania z danego środka komunikacji. Jeśli tego nie zrobisz, a nikt nie wysiada na tym właśnie przystanku, to… cóż, czekasz na kolejny.

Jeśli chcesz wysiąść wciskasz najbliższy przycisk STOP przed tym, jak autobus/tramwaj/metro dojedzie do Twojego przystanku docelowego. Jeśli nie zrobi tego nikt inny, a na przystanku nikt nie będzie wsiadał, po prostu pojedziesz dalej.

 

2/ Przy komunikacji będąc – rowery! Baaardzo popularny środek transportu w Belgii. Pewnie nie mały wpływ na to ma fakt, że tutaj pracodawca ma obowiązek zapłacić za dojazdy pracownika do i z pracy – zarówno za dojazd autobusem, tramwajem, pociągiem, samochodem czy rowerem. I to właśnie jazda rowerem najbardziej się opłaca – nie wydajesz milionów monet na bilety, nie wydajesz na paliwo, a jeszcze ci zapłacą za każdy kilometr pokonany rowerem w drodze do i z pracy.

Cała Antwerpia usiana jest ścieżkami rowerowymi, na których rowerzysta jest święty. Czasami bywają oni zmorą dla kierowców.

Całkiem normalny jest widok ludzi jadących do pracy, po zakupy, dzieci jadące do szkoły. Rodzice na swoich rowerach, na których zamontowane są foteliki dla większych maluchów i tych całkiem małych, tycich takich. Albo przyczepka przed/za rowerem, w której siedzą dzieci wiezione do żłobka/szkoły. 2-latki pędzące do żłobka/szkoły na biegówkach, czy 3-4 latki na swoich rowerach (bez bocznych kółek).

 

3/ Belgowie przepraszają. Zawsze i za wszystko. Dawniej śmiałam się, że brakuje tylko by przepraszali, że oddychają albo żyją! Obiecywałam sobie, że nie będę przepraszać, jeśli nie mam powodu (oni go zawsze znajdą). Dziś robię to samo.

Wpadniesz na Belga w sklepie? Możesz być niemal pewny, że usłyszysz przepraszam (przypominam: ty wpadasz na niego, nie odwrotnie). To samo, kiedy mijasz się z kimś na chodniku (ale nawet go nie dotkniesz). Co chwila słychać gdzieś obok excuseer czy inne sorry.

 

4/ Rząd i podział państwa. Belgia składa się z trzech regionów: Flandrii, Walonii i Region Stołeczny Bruksela. W tym pierwszym mieszkam ja, pierwszym językiem urzędowym jest tutaj dutch (niderlandzki). W Walonii francuski. Żaden tam niderlandzki czy angielski – zapomnij! A Region Stołeczny Brukseli ma dwa języki urzędowe: francuski i niderlandzki, choć 90% jego mieszkańców jest francuskojęzyczna. Przy granicy z Niemcami jest też mały obszar z urzędowym niemieckim.

Flamandowie nie przepadają za Walonami i odwrotnie. Od kilkunastu już lat jest mowa o podzieleniu państwa na 3 oddzielne (wg regionów). Od czerwca 2010 do grudnia 2011 (541 dni) kraj nie był w stanie powołać konstytucyjnego rządu – był to największy kryzys rządowy we współczesnej historii politycznej świata.

Generalnie Belgia podzielona jest na trzy regiony (Flandria, Walonia, Region Stołeczny Brukseli), trzy wspólnoty (flamandzka, francuska, niemieckojęzyczna) oraz cztery regiony językowe (flamandzkojęzyczny, francuskojęzyczny, dwujęzyczny region Brukseli, niemieckojęzyczny). I 589 gmin, jakby mało było zawiłości 🙂

Cytując artykuł w Wikipedii:

Cztery z tych pięciu podziałów mają określone granice geograficzne: regiony, regiony językowe, prowincje i gminy. Natomiast w przypadku wspólnot sprawa jest bardziej skomplikowana. Zostały one bowiem powołane jako instytucje, w których kompetencji leży dbanie o rozwój języka i kultury. Ale zgodnie z prawem nie odnoszą się one do żadnej grupy ludności ani terytorium. Z drugiej strony mają one wyznaczony dokładnie obszar, na którym mogą legalnie działać: wspólnota flamandzka na terenie Flandrii i w Brukseli, francuska – na większości obszaru Walonii i w Brukseli, a niemieckojęzyczna – w niewielkiej części prowincji Liège (Walonia), przy granicy z Niemcami.

Także ten, no można się zakręcić lekko, kiedy w grę nie wchodzi jeden język, jedno państwo, jeden rząd, a tylko kilka partii.

 

5/ Godziny otwarcia. Można również lekko się zdziwić zastając zamknięte urzędy czy instytucje około południa. Zawsze należy sprawdzać w internetach (ja polecam tutaj http://www.openingsuren.info/ i tutaj http://www.openingsuren.com/ [sklepy]) godziny otwarcia, bo ok. 12-13.30/14.00 mają przerwy. Czasami otwarte są tylko do południa, a czasami od południa do wieczora (20.00), a nawet w soboty (co druga). Czasem są otwarte, ale tylko dla petentów z wcześniej umówionym spotkaniem (op afspraak).

Dobra sprawa, bo dzięki temu mamy pewność, że niezależnie od tego czy pracujemy w stałych godzinach czy na zmiany, zawsze mamy możliwość coś załatwić przed lub po pracy i nie leci nam za to dniówka z urlopu czy lewe L4.

 

 

Na dziś to wszystko, ale przygotowane mam kolejne 5 punktów. So, how do you like it?

 

źródło grafiki: https://pixabay.com/pl/flaga-kraj-belgia-1040530/